należący do studentki stomatologii na GUMed w latach 2005-2010.
Blog > Komentarze do wpisu
Żelazny Człowiek 2
No dobra, faza na RDJ jeszcze mi nie przeszła, choć oglądanie "Ally McBeal", podobnie zresztą jak reszty seriali, zostało przesunięte na bliżej nieokreśloną przyszłość. Dogadałam się z kumplem, że pójdziemy do kina na "Iron Mana 2". Kumpel lubi komiksowe klimaty, ja lubię RDJ, grającego w tym filmie główną rolę. No i poszliśmy. Kumpel się zdziwił, że widziałam pierwszą część i mi się podobała. No dobra, czasem potrafię bez bólu obejrzeć wybitnie rozrywkowy film z facetem biegającym z czymś świecącym na klacie i pakującym się czasem w tytanowo-złotą, pomalowaną w większości na czerwono zbroję. Phi. Film był fajnie zrobiony, RDJ na odpowiednim luzie (zresztą chyba się wyspecjalizował w takich "luzackich" rolach. Nawet jego Sherlock Holmes był charakterologicznie uderzająco podobny do np. doktora House'a), akcja szybka, mimo zbroi i czegoś świecącego nie za głupia, to czemu nie ryzykować seansu z dwójką.

W końcu to film na podstawie komiksu. Te się rządzą własnymi prawami.

Przed seansem zaniepokoiły mnie tylko zapowiedzi "pogłębienia psychologii postaci". W takich filmach, cytuję kumpla, "to się zawsze źle kończy". No i odejście Terrence'a Howarda, który w IM wcielał się w rolę przyjaciela Starka, Rhodey'a. Został on zastąpiony przez posiadającego wiecznie poważny wyraz twarzy Dona Cheadle.

No dobra, przechodząc do samego filmu.

Pół roku po tym, jak Tony Stark, geniusz inżynierii oraz dawna ofiara porwania i przetrzymywania przez trzy miesiące w zimnej afgańskiej jaskini, przyznał się publicznie do stworzenia zbroi nazwanej "Iron Man" i pod tym przydomkiem wtrącania się do konfliktów zbrojnych, w jego bogatym i pełnym rozrywek życiu pojawia się kilka problemów. Senat USA próbuje odebrać mu jego wynalazek, syn dawnego wroga jego ojca (obaj to fizycy) postanawia się zemścić na synku w imieniu zmarłego tatusia, zaś utrzymujący Starka przy życiu mały reaktor łukowy, wszczepiony na środku jego klatki piersiowej, zaczyna zatruwać mu organizm uwolnionym palladem, zbliżając do tej pory niepokonanego bohatera do, jak się wydaje, nieuchronnej i nieprzyjemnej śmierci. Do tego dochodzą spięcia z parą najbliższych przyjaciół: asystentką Pepper oraz Rhodey'em, któremu nie podoba się upór Tony'ego w trzymaniu zbroi na wyłączność dla siebie.

Trochę się rzeczywiście skomplikowało w stosunku do jedynki, gdzie widzieliśmy głównie przemianę playboy'a w człowieka biorącego odpowiedzialność za akcje swojej, produkującej broń najnowszej generacji, firmy.

Zrobiło się niektórych rzeczy więcej, ale na parę innych zabrakło miejsca. Jon Favreau, reżyser filmu i odtwórca roli szofera Starka, dostał więcej do odegrania i ładnie się w tym sprawił. Obsada została wzbogacona o śliczną Scarlett Johansson, która potrafiła zaskoczyć licznymi umiejętnościami. Plus zły Rusek i niemal tak samo zły amerykański konkurent dla firmy Starka. I kupa akcji: oprócz rozpierduchy na końcu mniejsze spięcia w trakcie (w tym widoczna w trailerach walka na torze wyścigowym) i było co oglądać.

Czego zabrakło? Gwyneth Paltrow (Pepper) i RDJ (Stark) mieli IMO za mało wspólnych scen. W jedynce było widać, że aktorzy się lubią i potrafią to przekazać w postaci wyraźnej chemii między ich postaciami. W dwójce ta chemia nadal była obecna, postaci nadal świetnie się ze sobą spierały, ale wyraźnie było tego mniej. 
A już w ogóle zabrakło chemii między Rhodey'em a Tonym. Don Cheadle podobno starał się odegrać swoją postać, jak czynił to Terrence Howard, ale albo coś w scenariuszu nie wyszło, albo pana Howarda zastąpić się najzwyczajniej w świecie nie udało.

Ale przynajmniej RDJ grał na dotychczasowym luzie, nadal nie wyglądał głupio z czymś świecącym na klacie, wyraźnie dobrze się czuł w swojej roli; było sporo naprawdę fajnych tekstów (w całkiem sporej części dostarczonych przez kolejny nabytek dla produkcji, Samuela L. Jacksona), kupa akcji, kumpel aspekty psychologiczne podsumował ironicznie "I to miało być to pogłębienie postaci?", więc nie ma się czego bać... Tylko nie wiem, czy to tak do końca dobrze.

Ocen stawiać nie lubię, ale powiem tak:
1. film będzie dobrze wyglądał na dużym ekranie telewizora. To nie "Avatar", na który jeśli się nie pójdzie do kina 3D, to nie ma właściwie co oglądać (nie, nie widziałam "Avatara". ;) ).
2. obejrzeć jak najbardziej można, ale...
3. ... jedynka była IMO (i zdaniem kumpla takoż) lepsza. Tam było wszystkiego mniej, na większym luzie (choć się kumpel ze mną z tym ostatnim nie zgodził), wszystko prosto i do przodu. W ostatnim Bondzie też przekombinowali i nie za dobrze to wyglądało. Chyba czasem nie ma się co za bardzo starać. Albo w ogóle kręcić sequeli, choć IM2 totalną czy w ogóle porażką bym absolutnie nie nazwała.

PS.: Kilku scen zawartych w trailerach w ostatecznym filmie nie było. Albo zostały wycięte, albo nakręcone specjalnie do tego celu.
PPS.: Nie spieszcie się na napisach końcowych. Fajna muzyczka leci, można zaczekać do końca. ;)
PPPS: Jak to dobrze, że film jest puszczany w Polsce pod oryginalnym tytułem... ;)
niedziela, 02 maja 2010, joasui
Tagi: szajba filmy

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu: